Galeria - Nowy Sącz - RockNight. Relacja z koncertu Overcome w Beer Factory

Codziennie rano budzę się i zadaję sobie pytanie, czy jestem w stanie łaski. Jeżeli dochodzę do wniosku, że tak, to wiem, że zyskam na nadchodzącym dniu. Jeżeli niekoniecznie, to czekam, a jeżeli nic nie następuję, czekam dalej, wyczekując Ginsbergowskiego „podłączenia do gwiezdnej prądnicy w maszynerii nocy”. Godzę się na noc, podług słów Wiktora Hugo. „Noc – zgoda, ale nie ciemność. Jeżeli nie ma słońca, trzeba je stworzyć”…

 

RockNight, noc zakochanych w wydaniu rockowym – wedle słów organizatorów wydarzenia, najlepsza alternatywa dla „zakochanych, mniej zakochanych, lub nielubiących walentynek” – rozpoczęła się z małym poślizgiem, niespełna kilka minut po godzinie 19.00. Pub Beer Factory pękał w szwach, ale ścisk nie przeszkadzał w odbiorze muzyki, jak i wyśmienitych piw serwowanych z rąk obeznanych w materii barmanów… przepraszam, kiperów. Można było poczuć się komfortowo, chłonąć atmosferę przesiąkniętą pokaźną dozą ekscytacji , w oczekiwaniu na główny punkt programu – występ trzech formacji: Overcome i Inhuman (Nowy Sącz) oraz Schaderian z Piwnicznej-Zdroju.

 

14 luty był dniem, na którym zyskałem, ale dopiero, gdy spojrzałem na zegarek, dochodziła 21.00, a na scenie pojawił się Overcome w składzie: Szymon Jurczak i Tomek Lupa – gitara elektryczna, Dawid Golonka – gitara basowa, Mariusza „Mario” Jandura – perkusja, Kamil Pajor – klawisze oraz dopełniająca całość wokalistka – Ela Piotrowska. Kiedy zespół pojawił się na scenie, wiedziałem, że pojawił się na scenie. Na tym polega „star quality”. Overcome zaaplikował zgromadzonej publiczności iście hitchcockowskie trzęsienie ziemi, a w trakcie kolejnych repertuarowych odsłon napięcie już tylko rosło…

 

Zespół rozpoczął pewnie kawałkiem „Around you”. Już po pierwszym numerze wzbudzili moje uznanie, nie tylko z uwagi na poziom wokalny Eli Piotrowskiej, ale doskonałe zgranie wokalistki z pozostałymi członkami zespołu. Paradoksalnie to nie głos Eli przykuwał w pierwszej kolejności uwagę, lecz perkusja Mariusza „Mario” Jandury. To w jaki sposób chłopak posługuje się rytmem, niby prostym, ale mającym w sobie wyczuwalny podskórnie potężny ładunek emocjonalny, po prostu zwalał z nóg. Skupienie i precyzja.  Zawsze wzrusza mnie, gdy ktoś potrafi w sposób umiejętny przekazać emocje za pomocą rytmu. Wraz z kolejnymi utworami, cała uwaga została skupiona na wokalistce. Ela Piotrowska – w chwili wykonywania takich kawałków, jak: „Around you”, „Ten dzień”, „Nietykalna przestrzeń”, „Wake up” – potwierdziła, nie tylko to, że posiada umiejętności techniczne i moc wokalu, ale również to, że jest prawdziwą artystką kalibru estradowego. Duet Szymon Jurczak/David Golonka stopniujący dramaturgię w utworach „Walka” czy „Way of truth”, trzymali słuchaczy w stanie oczekiwania, na smyczy, krótko, w ciągłym napięciu, co rusz zaskakując gwałtownymi zmianami dynamiki.

 

Każdy z muzyków Overcome miał swoje pięć minut – bombastyczna popisówka Jandury w „Nietykalnej przestrzeni”, solówka Kamila Pajora w utworze „Ten dzień”, czy gitarowe uwolnienie Tomka Lupy w „Someone to care”. Jednak to nie poszczególne fragmenty , ale fakt, że słuchając mniej lub bardziej świeżych utworów zespołu, miało się poczucie, że razem stanowią całość, wszystko się zazębia, a komunikat staje się jasny. Na pierwszy rzut oka klasyczne aranżacje zabrzmiały inaczej, świeżo, momentami dziwnie (wyrazy uznania dla technicznego zespołu, Bartka Kolata) – nie dla pokazówki, ekspozycji umiejętności czy zewnętrznego efektu, lecz po to, aby uwolnić głębokie pokłady znaczeń. Brawo.

 

Codziennie rano budzę się i zadaję sobie pytanie, czy jestem w stanie łaski. Jeżeli dochodzę do wniosku, że tak, to wiem, że zyskam na nadchodzącym dniu. Jeżeli niekoniecznie, to czekam, a jeżeli nic nie następuję, czekam dalej, wyczekując Ginsbergowskiego „podłączenia do gwiezdnej prądnicy w maszynerii nocy”. Godzę się na noc, podług słów Wiktora Hugo. „Noc – zgoda, ale nie ciemność. Jeżeli nie ma słońca, trzeba je stworzyć”…  14 luty był dniem, na którym zyskałem; stworzyłem w swoim umyśle jedyne słońce piątkowego wieczoru, w wyniku czego wszechrozmemłanie walentynkową błazenadą ustąpiło miejsca energii, prawdziwości znaczeń i rockowej dynamice.

 

(Bartosz Szarek)

Fot. Monika Jurkiewicz

 
 

Nawigacja